Bo niby czemu to ma służyć? Przecież taką
umowę, czy inne coś dowolne, podpisuje szef i tylko on. On musi
przeczytać pismo, bo mogę się pomylić, coś opuścić, przekręcić czy co
tam. Wygląda mi to na chęć obarczenia odpowiedzialnością pracownika,
który takiej odpowiedzialności nie ma obowiązku ponosić.